Aforyzmy, cytaty, sentencje na każdą okazjęAforyzmy, cytaty, sentencje na każdą okazjęAforyzmy, cytaty, sentencje na każdą okazjęAforyzmy, cytaty, sentencje na każdą okazję

Przypowieści Anthony'ego de Mello

1 - 2 - 3 - 4

ROSÓŁ DLA UMARŁEGO

W wiejskim teatrze właśnie trwało przedstawienie, gdy nagle kurtyna opadła, dyrektor stanął przed publicznością i rzekł: „Panie i panowie, mam dla państwa smutną nowinę. Główny aktor, nasz wspaniały i ukochany burmistrz, miał właśnie atak serca w garderobie. Zostaliśmy więc zmuszeni do przerwania sztuki.” Słysząc te słowa, jakaś potężna kobieta w średnim wieku, siedząca w pierwszym rzędzie, wstała i krzyknęła podniecona: „To na co jeszcze czekacie? Dajcie mu rosołu z kury.” „Proszę pani - powiedział kierownik - atak serca był śmiertelny, ten człowiek nie żyje.” „A więc natychmiast dajcie mu rosołu.” Dyrektora ogarnęła rozpacz. „Ale, proszę pani - argumentował - co zmarłemu po rosole?” „A co mu zaszkodzi?” - odkrzyknęła kobieta.

MIŁOŚĆ TWOJEJ RODZINY

Uczeń bardzo chciał wyrzec się świata, ale twierdził, że rodzina zbyt mocno go kocha, by pozwolić mu odejść. „Kocha? - rzekł jego Przewodnik - to wcale nie jest miłość. Posłuchaj...” I wyjawił mu zaczerpnięty z jogi sekret, dzięki któremu mógłby on udać stan śmierci. Następnego dnia wszystkie zewnętrze oznaki wskazywały na to, że uczeń nie żyje. W domu rozbrzmiewał krzyk i zawodzenie całej rodziny. Wtedy zjawił się Przewodnik i rzekł płaczącym krewnym, że posiada on moc zdolną przywrócić tego człowieka do życia pod warunkiem, że ktoś z rodziny zgodzi się umrzeć za niego. Czy są jacyś ochotnicy? Ku zdziwieniu „zmarłego” każdy zaczął wynajdywać powody, dla których zachowanie go przy życiu było konieczne. Żona ucznia podsumowała uczucia wszystkich, mówiąc: „Nie ma żadnej potrzeby, by ktoś go zastąpił. Damy sobie radę bez niego.”

TATO, WRÓCIŁEM

Żołnierz przybył z frontu do umierającego ojca. Zrobiono dla niego wyjątek, ponieważ był jedynym krewnym, jakiego ojciec posiadał. Gdy wszedł na oddział intensywnej terapii, nagle zobaczył, że na wpół przytomny, potężny człowiek, podłączony do kroplówki, nie jest jego ojcem. Ktoś popełnił straszny błąd i wezwał nie tego człowieka, co potrzeba. „Ile ma przed sobą życia?” - spytał żołnierz lekarza. „Nie więcej niż kilka godzin. Zdążyłeś na czas.” Żołnierz pomyślał o synu umierającego, walczącym Bóg wie gdzie, tysiące mil od tego szpitala. Pomyślał o starym człowieku, którego trzymała przy życiu nadzieja ujrzenia syna po raz ostatni przed śmiercią. I zdecydował się. Pochylił się, wziął rękę starego w swoje dłonie i rzekł miękko: „Tato, jestem przy tobie. Wróciłem.” Umierający złapał rękę żołnierza; jego niewidzące oczy otworzyły się, aby spojrzeć wokół, uśmiech zadowolenia pojawił mu się na twarzy i pozostał na niej, dopóki nie umarł godzinę później.

IMIĘ DLA PIERWORODNEGO

Gdy nadszedł czas wyboru imienia dla pierworodnego, mąż i żona zaczęli się kłócić. Ona chciała nazwać go po swoim ojcu; mąż chciał dać mu imię swojego ojca. W końcu poszli do rabina, aby rozwiązać problem. „Jak miał na imię twój ojciec?” - zapytał rabin męża. „Abijah.” „A jakie było imię twojego ojca?” - zwrócił się do żony. „Abijah.” „Więc w czym problem?” - zapytał zdezorientowany rabin. „Widzisz, rabbi - powiedziała kobieta - mój ojciec był uczonym, a jego ojciec koniokradem. Jak mogę pozwolić, by mój syn został nazwany na cześć ojca mego męża?” Rabin zastanowił się głęboko, ponieważ sprawa była delikatna. Nie chciał, by któraś ze stron poczuła się gorsza od drugiej. Wreszcie rzekł: „Oto, co proponuję. Nazwijcie chłopca Abijah. Potem poczekajcie i zobaczycie, czy zostanie uczonym, czy też koniokradem. Wtedy będziecie wiedzieć, po kim otrzymał imię.”

LOT MYŚLIWYCH

Grupa myśliwych wynajęła mały samolot, aby zabrał ich w zalesione tereny. Dwa tygodnie później pilot przyleciał, aby ich zabrać z powrotem. Rzucił okiem na zwierzęta, które ustrzelili i powiedział: „Ten samolot nie zabierze więcej niż jednego dzikiego bizona. Będziecie musieli resztę zostawić.” „Ale w tamtym roku pilot pozwolił nam zabrać do samolotu dwa bizony tej wielkości” - zaprotestowali. Pilot powątpiewał, ale w końcu rzekł: „No cóż, jeżeli zrobiliście to w zeszłym roku, myślę, że i teraz się uda.” I samolot wystartował wraz z trzema osobami i dwoma bizonami. Ale nie mógł wznieść się na odpowiednią wysokość i rozbił się o sąsiednie wzniesienie. Mężczyźni z trudem wydostali się z wraku i rozejrzeli się. Jeden myśliwy powiedział do drugiego: „Jak myślisz, gdzie jesteśmy?” Ten dokładnie spojrzał wokół i odpowiedział: „Myślę, że jesteśmy około dwie mile na lewo od miejsca, w którym rozbiliśmy się rok temu.”