Aforyzmy, cytaty, sentencje na każdą okazjęAforyzmy, cytaty, sentencje na każdą okazjęAforyzmy, cytaty, sentencje na każdą okazjęAforyzmy, cytaty, sentencje na każdą okazję

Przypowieści Anthony'ego de Mello

1 - 2 - 3 - 4

KAPŁAN, KTÓRY O NIKIM NIE MYŚLAŁ ŹLE

Żył sobie kiedyś kapłan tak święty, że nigdy o nikim nie myślał źle. Kiedyś siedział sobie w restauracji nad filiżanką kawy, jako że tylko to mógł zamówić w dniu postu i wstrzemięźliwości, gdy ku swemu zdziwieniu zauważył zakonnika, który przy pobliskim stoliku raczył się potężnym stekiem. „Wierzę, że nie zaszokowałem cię, ojcze” - rzekł z uśmiechem młody człowiek. „Och, zapewne zapomniałeś, że dziś jest dzień postu i wstrzemięźliwości” - powiedział kapłan. „Ależ nie, świetnie o tym pamiętam.” „Więc pewnie jesteś chory i lekarz zabronił ci pościć.” „Skądże znowu. Jestem okazem zdrowia.” Słysząc to, kapłan wzniósł oczy do nieba i zawołał: „O, Panie, jakim przykładem jest dla nas to młodsze pokolenie. Czy widzisz, że ten młody człowiek raczej przyzna się do grzechu, niż skłamie.”

PAJĘCZYNA NA TURBANIE

Żył sobie pewien stary arabski sędzia, który słynął ze swej mądrości. Pewnego dnia przyszedł do niego sklepikarz, aby poskarżyć się, że jego towary są kradzione, lecz nie może schwytać złodzieja. Sędzia rozkazał, by drzwi sklepiku zdjęto z zawiasów, zaniesiono na rynek i tam dano im pięćdziesiąt batów, ponieważ nie spełniły swego obowiązku chronienia sklepu przed złodziejem. Zebrał się wielki tłum, aby zobaczyć wykonanie tego dziwnego wyroku. Po wykonaniu chłosty, sędzia nachylił się i spytał drzwi, kim był złodziej. Następnie przyłożył do nich ucho, żeby lepiej usłyszeć, co mają do powiedzenia. Potem wstał i ogłosił: „Drzwi mówią, że kradzieży dokonał mężczyzna z pajęczyną na turbanie.” W tym momencie jakiś mężczyzna z tłumu podniósł rękę do swojego turbana. Jego dom został przeszukany i odzyskano skradzione dobra.

BŁĄD NAUKOWCA

Żył sobie kiedyś pewien naukowiec, który posiadał sztukę tworzenia kopii siebie samego w tak doskonały sposób, że niemożliwe było odróżnienie tworu od oryginału. Kiedyś dowiedział się, że poszukuje go Anioł Śmierci, a więc stworzył tuzin swoich kopii. Anioł był w kłopocie, nie wiedząc, który z trzynastu egzemplarzy przed nim stojących jest poszukiwanym naukowcem; zostawił je więc i powrócił do nieba. Jednak nie porzucił ich na długo, bowiem będąc znawcą ludzkiej natury, wymyślił coś sprytnego. Wrócił na ziemię i rzekł: „Musi pan być geniuszem, by potrafić stworzyć tak perfekcyjne kopie samego siebie, lecz zauważyłem pewną niedoskonałość w pańskim dziele; taką małą wadę.” Naukowiec zerwał się na równe nogi i wykrzyknął: „To niemożliwe. Gdzie jest ta wada?” „Tutaj” - odparł Anioł, zabierając naukowca spośród jego kopii i unosząc go ze sobą.

MODLITEWNY ALFABET

Ubogi farmer, wracając późnym wieczorem z rynku do domu, znalazł się na drodze bez swojego modlitewnika. Koła jego wozu odpadły w samym środku lasu, więc zmartwił się, że dzień ten będzie musiał upłynąć bez odmówienia przez niego modlitwy. Ułożył więc następującą: „Panie, uczyniłem coś bardzo głupiego. Opuściłem dom dziś rano bez mojego modlitewnika, a pamięć zawodzi mnie tak często, że nie mogę bez niego odmówić ani jednej modlitwy. Postanowiłem więc, że pięć razy wolno wyrecytuję alfabet, a Ty, który znasz wszystkie modlitwy, poskładasz razem litery alfabetu, aby stworzyły modlitwę, której słów nie pamiętam.” I rzekł Pan do swoich aniołów: „Ze wszystkich modlitw, które dzisiaj usłyszałem, ta jedna była niewątpliwie najlepsza, ponieważ płynęła z prostego i szczerego serca.”

REQUIEM DLA PANA ŻÓŁWIA

Mały chłopczyk był bardzo nieszczęśliwy, widząc ulubionego żółwia, leżącego na grzbiecie koło stawu; był nieruchomy i martwy. Ojciec starał się go pocieszyć jak tylko umiał: „Nie płacz, synku. Wyprawimy Panu Żółwiowi wspaniały pogrzeb. Zrobimy mu malutką trumienkę wyłożoną jedwabiem i poprosimy przedsiębiorcę pogrzebowego, żeby zrobił tabliczkę na grób z wyrytym na niej nazwiskiem Pana Żółwia. Potem codziennie będziemy kładli na grobie świeże kwiaty, zrobimy też dookoła mały płot z palików.” Chłopczyk otarł oczy i rozentuzjazmowany zgodził się na propozycję taty. Gdy wszystko było gotowe, orszak został uformowany - tata, mama, służąca i główny żałobnik, dziecko - zaczęli uroczyście koczyć w kierunku stawu, by przynieść ciało. Ale żółw zniknął. Nagle zauważyli Pana Żółwia, wynurzającego się z głębi stawu i wesoło pluskającego się w wodzie. Chłopczyk spojrzał na swego małego przyjaciela z głębokim wyrzutem, a potem powiedział: „Zabijmy go.”