


Fragmenty MAŁYCH LISTÓW Sławomira Mrożka
***
Niewłaściwość, a może nawet zboczenie, jakim jest pisanie utworów literackich, polega na tym, że wszystko, co się wie nie tylko dzięki słowom, należy zakomunikować tylko za pomocą słów. Po napisaniu opowiadania, sztuki teatralnej, a nawet zwyczajnego listu, czuję się jak magik, który obiecał, że wyciągnie słonia z cylindra, ale ostatecznie wyciąga królika albo tylko mrówkę. Słoń nie mieści się w cylindrze, nawet magicznym. W codziennym życiu komunikacja dokonuje się nie tylko za pomocą słów, a tym bardziej - nie tylko za pomocą słów pisanych i czytanych. Słowo mówione i słyszane komunikuje więcej, bo towarzyszy mu intonacja, gest, a nawet wyraz oczu osoby mówiącej. Dlatego najłatwiej jest kłamać za pomocą słowa pisanego, kłamać „w żywe oczy” jest najtrudniej. Najłatwiejszym, co nie znaczy - najskuteczniejszym, narzędziem każdej propagandy jest druk.
***
Jakże straszy mnie obojętność. Można ją sobie zafundować na dzień, dwa jako rodzaj odpoczynku, ale obojętność jako system zalatuje grobem. Nie mówiąc już o tym, że nigdy nie może być doskonała, czyli prawdziwa. Na to by trzeba być obojętnym nawet wobec obojętności, a tymczasem wszystko, co człek w tym względzie może, to żywo udawać nieżywego, wartko się krzątać, aby było niewartko, i pilnie się starać o to, aby się nie starać. Więc zawsze będzie w tym coś nieszczerego, krzywego i zezowatego. Obojętność jako styl jest stylem nie pierwszej jakości. Więc nawet kiedy się o nią modlę, straszno, bo a nuż modlitwa zostanie wysłuchana. Co robią w niebie z nieszczerymi modlitwami? Mają tam dla nich wielki kosz na śmieci czy też czasem tracą cierpliwość i nadają im bieg urzędowy? Ujadanie - źle, machanie ogonem - niedobrze, zaś ani jedno, ani drugie - jeszcze gorzej.
***
Boimy się katastrof. Wojen, epidemii, nagłych wypadków, wszystkiego, co niszczy niespodziewanie i gwałtownie. Katastrofy nie muszą się zdarzać. Jeżeli ktoś ma szczęście, przeżyje swoje życie bez wstrząsów, między nimi, obok nich, z daleka. Katastrofy nie są nieuniknione. Choć uniknięcie ich nie leży w naszej mocy. Właściwa, nieunikniona groźba - to wszystko, co dzieje się powoli, stopniowo, nieznacznie. Wszystko, co dzieje się tak nieznacznie, że umyka naszej codziennej świadomości. Wszystko, co daje się poznać dopiero wtedy, kiedy jest już za późno, kiedy wołamy zaskoczeni: „Jak to, więc to aż tak? Więc to już?” Jeżeli coś nie dzieje się metodą katastrofy, to na pewno dzieje się metodą erozji. I czasami nie wiadomo, co byśmy woleli: katasrofę czy powolne zużywanie.
***
Dawno już spostrzeżono, że w naszym monologu wewnętrznym rzeczy układają się bez hierarchii, mimo że im hierarchię przypisujemy. Podczas pogrzebu najdroższej osoby myślimy o tejże osobie, a potem nagle, tak nagle, że prawie jednocześnie - o tym, że zapomnieliśmy kupić proszek budyniowy i że naszemu sąsiadowi w orszaku odlatuje obcas. Czujemy się winni, choć tak się dzieje bez naszej woli, a nawet wbrew niej. Równowagi hierarchicznej, czyli zadośćuczynienia, zwykliśmy szukać w literaturze, gdzie rzeczy ułożone bywały nie „jak leci”, ale według jakiegoś porządku, wysoce zorganizowane. Jednakże odkąd literatura zaczęła udawać życie, czyli to, czego i bez niej mamy pod dostatkiem (a najłatwiej udawać życie, naśladując chaos), my nie mamy już dokąd się zwrócić z naszą potrzebą, a literatura, która się do życia upodabnia, staje się równie nieinteresująca jak samo życie.
***
Spójrzmy na rozczarowania w ten sposób: są one dowodem inteligencji. Kto nie bywa rozczarowany? Tylko ten, kto trwa w złudzeniu. Ale to właśnie znaczy, że jego inteligencja jest uśpiona albo po prostu nieobecna. Kiedy następuje rozczarowanie? Kiedy sytuacja, którą pozytywnie oceniliśmy na początku, później okazuje się negatywna. Okazuje się, ale jak? Można powiedzieć: ona była sytuacją pozytywną, ale zamieniła się w negatywną. I obrazić się na nią za to, że się zmieniła. Ale można też powiedzieć: ta sytuacja od początku była niedobra, to tylko moja inteligencja drzemała, ale teraz, chwała Bogu, obudziła się w porę. Jest więc źle, ale nie aż tak źle, bo ostatecznie nie okazałem się aż takim głupcem, na jakiego się zanosiło. Tym się pocieszamy.
Copyright © 2001-2007 Anna Wasilewska-Śpioch, wszelkie prawa zastrzeżone.