


Fragmenty MAŁYCH LISTÓW Sławomira Mrożka
***
Nawet sprzeciwiać się życiu, dyskutować z nim, udowadniać życiu jego bezsens - nie można inaczej, tylko żyjąc. Wszelkie egzystencjalne rewolty, romantyczne bunty przeciwko istnieniu, jakkolwiek przekonujące i rozdzierające, muszą ostatecznie wydać się tylko gimnastyką rozumu i rozgrzewką emocji, jeżeli nie są potwierdzone samobójstwem. Niech więc dyskutują sobie z życiem egzystencjalistyczni filozofowie, niech mu udowodnią, że nie ma ono sensu i racji. Dyskutują? Monologują raczej, bo życie przecież im nie odpowiada, milczy i tylko sprawia, że filozofowie żyją, między innymi po to, żeby mogli monologować i mieć rację. Niech sobie z życia drwią teatry absurdu; hej, to były czasy, kiedy człowiek zrobił szyderczą minę przed lustrem i już mu się wydawało, że jest mądry! I ty, droga młodziezy, buntuj się, póki czas, przeciwko bezsensowi życia. Póki czas, to znaczy: zanim nagle stwierdzisz ze zdziwieniem, że jesteś już siwa albo łysa, że na tym buntowaniu się już ci zleciało pół wieku, a ty ciągle żyjesz, żyjesz, żyjesz...
***
Zaczynam powoli podejrzewać, że większość wszystkiego, co się dzieje, jest nieprawdopodobnym, wciąż dla mnie trudnym do uwierzenia nagromadzeniem tandety. Mam na myśli prawie wszystko, co się dzieje w człowieku i między ludźmi, i tego dziania się produkty. Czyli rzeczywistość w dotykalnym, sprawdzalnym jej aspekcie. Może do tego podejrzenia, prawie pewności, przyczyniło się przeżycie sporej już części mojego własnego życia, czyli nagromadzenie takiej ilości tandety własnej, że gdyby dookoła panowała wysoka jakość, powinienem - porównawszy siebie z otoczeniem - płakać z zachwytu nad otoczeniem i z rozpaczy nad sobą. Czego jednak bynajmniej nie robię i robić nie mogę. Widocznie wszystko utkane jest z tego samego materiału, który znam już dosyć dobrze i coraz lepiej poznaję. A zacząłem przecież z najlepszą wolą podziwiania świata.
***
Prawie wszystko, co człowiek - odkąd się obudzi, aż dopóki nie położy się spać - myśli, mówi, robi, sam czy do spółki z innymi, jest mniej czy bardziej spartolone, niewypierzone, częściowe, niepozbierane, mętne, przypadkowe, wyświechtane i pozlepiane z rozmaitych kawałków. Tandeta rośnie z tych atomów przez coraz większe układy aż do globalnych wydarzeń. Przyjemnie jest demonizować wydarzenia, zarówno małe, prywatne, jak i wielkie, ogólne. To znaczy przypisywać je przyczynom choćby mrocznym, ale głębokim, mądrze wymyślonym i jeszcze mądrzej omawianym. Nieprzyjemnie zauważyć: to tylko tandeta. Z drugiej strony, kiedy wydarzenia są już trudne do wytrzymania moralnie i intelektualnie nie do osiągnięcia i kiedy za wiele już budzą strachu, oburzenia i wstrętu, dobrze jest czasem spuścić z tonu i przekłuć taki balon prostą uwagą: przecież to tylko tandeta.
***
Cała działalność ludzka polega na zasypywaniu dziury, której nie da się zasypać. Tą dziurą jesteśmy my sami. Dziury dzielą się na świadome i nieświadome swojej dziurawości. Weźmy dla przykładu mnie-dziurę. Ona jest już świadoma samej siebie. Wszystko dzieje się dookoła tej dziury, ale żadne zwały rzeczywistości, jakkolwiek jest nimi zapchana, jej nie wypełnią. „Zgodzić się na samego siebie” - radzą lekarze dusz. Oczywiście, ale nie w sensie, w jakim się to przeważnie rozumie. Wcale nie chodzi o to, żeby się pogodzić ze sobą bardziej lub mniej krzywym. Ale o to, żeby się zgodzić na siebie jako na ową dziurę właśnie, ani jej nie zasypywać, ani jej nie rozszerzać naumyślnie. (Że niby jak już, to już, ale to też się nie da, żadna imponująca przepaść - tylko dziura). Trwać w „równowadze dziury”. Dusza - to dziura w bycie. A więc nie żadna substancja czy esencja. Po prostu dziura.
***
Najtrudniej jest przeżyć następne pięć minut. Życie - to jest następne pięć minut. A jednak robimy wszystko, żeby o tym nie myśleć. Plany, nadzieje, lęki - dotyczą przyszłych tygodni, miesięcy, lat, a nawet dziesięcioleci. W nich wyłącznie żyjemy, czyli nie żyjemy, ale wyobrażamy sobie życie. Ze strachu przed następnymi pięcioma minutami? Czy z nudów? Bo następne pięć minut prawie zawsze jest bardzo nieefektowne. Najczęściej trzeba coś przełożyć z miejsca na miejsce, a potem z powrotem na to samo miejsce, wstać, usiąść, zareagować. A jednak nie ma innego życia, tylko najbliższe pięć minut. Reszta to wyobraźnia. (Chyba że wyobraźnia jest życiem. W takim razie odwołuję wszystko). Taka jest prawda.
Copyright © 2001-2007 Anna Wasilewska-Śpioch, wszelkie prawa zastrzeżone.